Jest super, jest super, ale o co ci chodzi?

Przyszła do mnie zaprzyjaźniona fotografka. Dziewczyna, która z pewnością to co robi, robi dobrze. Jest kreatywna, piekielnie zdolna, ale być może za mało zdeterminowana do tego, aby być top of the top wszystkich fotografów. Przedstawia sytuację fotografów na rynku polskim.



No właśnie. O co chodzi?

Wysłała swoje zdjęcia do czołowych, polskich magazynów - mamy ich aż 6! Bez odpowiedzi. Okazuje się, że maile, facebooki, strony internetowe już nie działają. Nikt od dawien dawna nie czyta maili. Jaki jest więc sposób na dotarcie do naczelnej, naczelnego pisma? Pozostają tradycyjne techniki takie jak: posłanie stangreta, gołębia pocztowego, depeszy?


Ostatnio i w tym temacie wypowiedziała się pewna, znana pani naczelna, triumfalnie obwieszczając, że oni zwalniają fotografów, a nie zatrudniają (hahah). Trochę śmiech, ale przez łzy. Czy nie było kiedyś tak, że właśnie w luksusowych pismach modowych odkrywano nowe talenty? Skąd się wziął Richard Avedon, Peter Lindbergh, Helmut Newton? Ten ostatni na początku swojej kariery schrzanił kilkanaście sesji do „Vogue“ i zmarnował kilometry negatywów. Zmarnował, bo każdy rozumiał, że jest na początku drogi, ale warto dać mu szansę. W dzisiejszych czasach magazyny modowe wolą nie ryzykować. Pytanie tylko dlaczego? Czy w latach 60. 70. sesje zdjęciowe były tańsze w realizacji, wymagały mniej czasu, poświęcenia, pracy ludzi? Nie sądzę. Myślę, że było nawet trudniej. Praca na negatywie była kosztowna, a jej efekty nieodwracalne. Wyniki sesji można było zobaczyć dopiero po wywołaniu negatywu. Teraz jest raj. Znany fotograf zrobi 1000 zdjęć i z pewnością wybierze jedno lub dwa. Obróbka zdjęć jest też łatwiejsza. Nie trzeba plamkować na zdjęciu, kadrować itd. Dlaczego więc nie daje się szansy młodym zdolnym?

Owa znajoma stanęła przed ścianą. Przez całe życie podchodziła entuzjastycznie do wszystkiego co się w jej życiu działo, tym razem trafiła na przysłowiową minę.

Wyjść jest parę jak sądzę. Na dole mały samouczek początkującego fotografa.


Po pierwsze.
Jako fotograf dobrze żeby miała ze sobą zastęp klakierów, którzy na planie krzyczą, biją brawo i głośno mówią, że to ujęcie, które przed chwilą zrobiła jest autentycznie fantastyczne! Oczywiście działa to pod warunkiem, że obok stoi klient, bo nawet jeśli wątpił w talent fotografa, to w tej chwili jest już absolutnie pewny, że ma do czynienia z geniuszem.

Po Drugie
Nawet jeśli fotograf nie jest czegoś pewien, lub coś mu nie wyszło, zawsze musi mówić, że to jego wizja artystyczna i innym nic do tego. Uwaga! Nie zawsze to działa! Jeśli klient jest mało świadomy, to można mu wszystko wmówić i łyknie, ale jeśli chce być mądrzejszy od fotografa, albo pochwalić się przed szefową, to będzie krytykował wizję fotografa.

Po Trzecie
Mój doskonały wykładowca na ASP mawiał, że warto w każdym projekcie czy to graficznym, czy fotograficznym zrobić jakiś błąd. Klient będzie zachwycony, że jest omnibusem, ponieważ ten błąd odkrył. Klient cieszy się ze swego geniuszu, a fotograf może odetchnąć z ulgą, bo wiadomo, że już nie musi się starać ulepszać dzieła.

Po Czwarte
To bardzo ważna wskazówka. Warto zainwestować w oryginalną stylówę. Nosić na głowie turban, szmatę a la Ali Baba, kapelusz, albo po prostu mieć jakiś jeden, dziwaczny element stroju. Mile widziane za duże buty, worek jutowy pełniący funkcję bluzy, a najważniejsze żeby być trendy!

Po Piąte
Mieć specyficzne poczucie humoru. Od czasu do czasu dośpiewywać coś na planie, dziwnie skakać. Fotografowi wolno, bo to artysta! Czym więcej głupot, tym większy szacun.

Po Szóste
Warto, aby budować swój mit za życia. Wszystkie opowieści w stylu: „Nie fotografuję już do magazynu na literę „V“ czyli „Viva“, tylko „Vanity Fair“, budują karierę fotografa.

Po Siódme
Dobrze jest mówić, że fotografowało się wiele lat zagranicą. Paryż, Londyn, Mediolan, Nowy Jork, robi zawsze wrażenie, a w szczególności na polakach. Jak ktoś fotografował zagranicą to musi być mistrz! Nieważne, że przez 10 lat podawał tylko kawę na planach, ale przecież o tym nikt się nie dowie.

Po Ósme, ostatnie i najważniejsze
Warto być dziwnym. Fotograf musi być niewychowany, chamski, dużo krzyczeć na planie i mieć w „d...... wszystkich. Tak się buduje pozycję w grupie.

Po Dziewiąte
Nie warto być oryginalnym. Pokazać sesję, która już zaistniała w „Vogue“ i zrobić identycznie. Skoro komuś w „Vogue“ się spodobała, to tym bardziej w polskiej gazecie.

Te wszystkie rady zapisałam koleżance, licząc, że tym razem jej się uda.
Nadal jest problem z tym, żeby w ogóle dostać się do redakcji?

Może billboard z portfolio na moście? Reklama na aucie? A może skok z mostu? Tego nie wiem.

Praca fotografa, designera, operatora, reżysera nie jest łatwa. Niewiele osób ją docenia i chce płacić za usługi. To nie jest tak, że ktoś od tak „pstryknie“ zdjęcie. Ktoś, kto robi takie zdjęcie dostał wyjątkowy talent, ma za sobą wiele lat praktyki, uczelni artystycznych itd. Właśnie za to i dlatego, należy mu się godziwa zapłata!
Trwa ładowanie komentarzy...